Polskie truskawki 2026 na straganach. Cena wgniata w fotel!
Polskie truskawki już na straganach. Cena za kilogram wgniata w fotel. „Ludzie kupują po kilka sztuk na spróbowanie”
Sezon na polskie truskawki oficjalnie wystartował, ale zamiast masowych zakupów na kobiałki, na targowiskach w całym kraju rozgrywają się sceny, które jeszcze kilka lat temu uznalibyśmy za żart. Na straganach i rynkach pojawiły się pierwsze owoce z rodzimych upraw tunelowych i szklarniowych. Ich zapach przyciąga z daleka, jednak spojrzenie na tabliczkę z ceną skutecznie studzi zapał klientów. Za przyjemność zjedzenia krajowych truskawek na początku sezonu trzeba zapłacić fortunę.
Polskie kontra importowane: Cenowa przepaść na targowiskach
Chociaż w dyskontach i na straganach od tygodni bez problemu można kupić truskawki importowane z Grecji, Hiszpanii czy Maroka, to Polacy z utęsknieniem czekali na te z napisem „Kraj pochodzenia: Polska”. Te pierwsze są znacznie tańsze, ale – jak podkreślają smakosze – często brakuje im aromatu i charakterystycznej słodyczy.
Niestety, za jakość i lokalność trzeba w maju 2026 roku słono zapłacić. Podczas gdy owoce z południa Europy kosztują obecnie w granicach 12–16 złotych za kilogram, cena pierwszych polskich truskawek dosłownie zwala z nóg.
W zależności od miasta i regionu, za kilogram krajowych owoców sprzedawcy żądają od 35 do nawet 55 złotych! Na warszawskich, krakowskich czy poznańskich rynkach luksusowe odmiany z wczesnych szklarni potrafią dobić do granicy 60 zł za kilogram.
„Truskawki wyglądają pięknie i pachną obłędnie, ale cena jest zaporowa. Starsze panie podchodzą, patrzą i proszą o zważenie dosłownie pięciu, sześciu sztuk, żeby tylko poczuć smak wiosny. Ludzie biorą je jak luksusowe praliny – na spróbowanie” – opowiada pan Andrzej, prowadzący stoisko warzywne na jednym z małopolskich placów targowych.
Dlaczego jest tak drogo? Plantatorzy rozkładają ręce
Wysoka cena pierwszych polskich owoców to nie efekt chciwości pośredników czy rolników, ale brutalna kalkulacja kosztów produkcji. Plantatorzy zgodnie podkreślają, że uprawa wczesnych truskawek w tym roku była wyjątkowo wymagająca.
- Drastyczne koszty energii: Utrzymanie odpowiedniej temperatury w ogrzewanych szklarniach i tunelach foliowych przy wciąż niestabilnych cenach prądu i opału na początku roku wygenerowało ogromne nakłady finansowe.
- Koszty pracy: Znalezienie rąk do pracy przy zbiorach staje się z roku na rok coraz trudniejsze, co zmusza plantatorów do podnoszenia stawek dla zbieraczy.
- Kapryśna wiosna: Lokalne przymrozki, które nawiedziły część Polski w kwietniu, zmusiły rolników do dodatkowego zabezpieczania upraw i zniszczyły część pierwszych kwiatów, co zmniejszyło początkową podaż.
Kiedy ceny truskawek w końcu spadną?
Dla wszystkich miłośników truskawkowego szaleństwa mamy jednak dobrą wiadomość. Obecne stawki to typowy „podatek od nowości”, charakterystyczny dla pierwszej połowy maja.
Eksperci rynku hurtowego i sami plantatorzy prognozują, że przełom cenowy nastąpi na przełomie maja i czerwca. To właśnie wtedy na rynku pojawią się masowe zbiory truskawek z upraw gruntowych (z otwartego pola). Wtedy podaż owoców drastycznie wzrośnie, a ceny na straganach powinny spaść do normalnego, akceptowalnego dla przeciętnego portfela poziomu – szacuje się, że pod koniec czerwca za kilogram polskich truskawek zapłacimy około 8–12 złotych.
Do tego czasu pozostaje nam albo głęboko sięgnąć do kieszeni, albo zadowolić się tańszym importem i cierpliwie czekać na prawdziwy, czerwcowy wysyp polskich owoców.
A jak to wygląda u Was?
Ile kosztują pierwsze polskie truskawki na Waszych lokalnych straganach i rynkach? Kupujecie już teraz, czy czekacie na czerwcowe obniżki? Dajcie znać w komentarzach!
